Wracamy do tajemnicy brudnej wody w zbiorniku w Parku Bródnowskim. Problem trwa od lat i, jak widać, nadal pozostaje nierozwiązany.
Dzięki uprzejmości jednego z mieszkańców weszliśmy w posiadanie niemal sensacyjnego materiału dowodowego – zdjęcia czystej wody. Tak, dobrze czytacie. Czystej wody. Nie ma potrzeby przecierania ekranów.
Fotografia została wykonana pierwszego dnia napełniania zbiornika po remoncie. Po prawej stronie widzimy czystą deszczówkę, po lewej wodę pochodzącą ze studni parkowych.
Oczywiście rudy kolor wody nie jest żadną nowością – był tam praktycznie zawsze. Tyle że przy okazji remontu miała powstać m.in. stacja uzdatniania. Wydawałoby się więc, że jeszcze na etapie projektowania można było przewidzieć jej wydajność i dobrać rozwiązania, które pozwolą utrzymać wodę w lepszym stanie niż dotychczas.
Przypomnijmy: kompleksowy remont niecki kosztował mieszkańców ponad 8 milionów złotych. Tym bardziej trudno nie zadać pytania, dlaczego zdjęcia czystej wody wciąż wyglądają jak rzadkie archiwalia z pierwszego dnia po remoncie.
Zdjęcie pokazuje, że da się. Pytanie tylko, dlaczego tak krótko.
Przedstawiamy odpowiedź Domu Kultury ŚWIT na wniosek o informację publiczną dotyczącą gazety „Nasze Strony” finansowanej z Gminnego Programu Rewitalizacji miasta st. Warszawy.
Z udostępnionych danych wynika, że:
Nakład jednego numeru wynosi 3000 egzemplarzy.
Koszty jednego numeru:
• druk – 9 288 zł
• skład – 2 008,80 zł
• koordynacja redakcji – 2 720,20 zł
• dystrybucja – 0 zł
Łączny koszt jednego numeru: 14 017 zł.
Gazeta nie posiada jeszcze numeru ISSN, a wniosek o jej rejestrację w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga został złożony 12 marca 2026 r.
Jednocześnie odpowiedź nie zawiera informacji o łącznej kwocie przeznaczonej na realizację projektu w ramach Gminnego Programu Rewitalizacji, mimo że takie pytanie zostało zadane.
Pojawia się też szersze pytanie:
Czy instytucja samorządowa podległa urzędowi dzielnicy powinna wydawać gazetę przypominającą lokalne medium?
Od lat organizacje zajmujące się wolnością słowa i mediami lokalnymi wskazują, że samorządy powinny ograniczać się do biuletynów informacyjnych, a nie wydawania gazet konkurujących z niezależną prasą lokalną. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Izba Wydawców Prasy, Sieć Obywatelska Watchdog Polska oraz Stowarzyszenie Gazet Lokalnych argumentują, że media powinny kontrolować władzę, a nie być przez nią prowadzone.
Rzecznik Praw Obywatelskich również wskazywał, że samorządy nie powinny wydawać prasy, lecz jedynie obiektywne biuletyny informacyjne zawierające komunikaty urzędowe.
Jak Państwo oceniają sytuację, w której instytucja finansowana ze środków publicznych wydaje gazetę lokalną, zatrudnia redakcję i publikuje treści o charakterze prasowym?
Popularność budżetu obywatelskiego w Warszawie wyraźnie spada. Idea była piękna i ambitna – mieszkańcy mieli otrzymać realny wpływ na część wydatków publicznych oraz możliwość współdecydowania o rozwoju swojego najbliższego otoczenia. Niestety, w praktyce mechanizm ten coraz częściej przegrywa w zderzeniu z rzeczywistością.
Budżet obywatelski został w dużej mierze przejęty przez lokalne grupy interesów skupione wokół władz samorządowych. Zamiast służyć oddolnym inicjatywom mieszkańców, bywa wykorzystywany do finansowania zadań, które powinny być realizowane z regularnych budżetów dzielnic i miejskich instytucji. W efekcie środki przeznaczone na obywatelskie pomysły stają się sposobem na łatanie braków w standardowych wydatkach samorządu.
Coraz częściej autorami projektów są radni, pracownicy jednostek samorządowych, instytucji miejskich oraz osoby z nimi związane. Dysponują oni większą wiedzą, doświadczeniem organizacyjnym i siecią kontaktów, co daje im znaczącą przewagę nad zwykłymi mieszkańcami. W rezultacie budżet obywatelski traci swój pierwotny charakter i staje się narzędziem wykorzystywanym przez tych, którzy już wcześniej mieli wpływ na funkcjonowanie miasta.
To właśnie poczucie, że konkurs nie jest równy, a jego wyniki są w dużej mierze przewidywalne, zniechęca mieszkańców do angażowania się w zgłaszanie projektów i udział w głosowaniu. Budżet obywatelski miał wzmacniać aktywność obywatelską i budować zaufanie do samorządu. Dziś coraz częściej sprawia wrażenie instytucji zawłaszczonej przez urzędniczy aparat. To wielka szkoda, bo wraz z jego upadkiem tracimy jedno z niewielu narzędzi rzeczywistego współdecydowania mieszkańców o swoim mieście.
Wyrażamy poważne zaniepokojenie decyzją władz województwa mazowieckiego o powołaniu Beaty Michalec na stanowisko dyrektora Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza bez wymaganej zgody Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
W 2024 roku konkurs na to stanowisko wygrała Agnieszka Celeda, jednak jego wynik nie został uwzględniony. Powtórzona procedura – według przedstawicieli Ministerstwa oraz części członków komisji konkursowej – budziła poważne wątpliwości co do swojej rzetelności i zgodności z obowiązującymi zasadami.
Minister Kultury nie zaakceptowała nominacji i oczekuje rozpisania nowego konkursu. W konsekwencji Ministerstwo wypowiedziało umowę o współprowadzeniu Muzeum, co stwarza realne ryzyko finansowe dla tej instytucji. Muzeum utraciło niemal 6 mln zł wsparcia, co może przełożyć się na ograniczenie działalności programowej i osłabienie jego pozycji jako ważnego ośrodka życia kulturalnego.
Zwracamy również uwagę, że radna m.st. Warszawy Beata Michalec niedawno głosowała przeciw rozpoczęciu dyskusji o budowie Mostu Krasińskiego – inwestycji istotnej dla mieszkańców Targówka i całej północno-wschodniej części Warszawy.
Uważamy, że instytucje publiczne – zarówno kulturalne, jak i samorządowe – powinny działać w oparciu o transparentność, dialog i odpowiedzialność wobec mieszkańców. Decyzje o tak dużym znaczeniu nie mogą budzić wątpliwości proceduralnych ani sprawiać wrażenia podejmowanych w wąskim, politycznym gronie.
Oczekujemy pełnej jasności w tej sprawie oraz działań, które przywrócą zaufanie do procesu zarządzania instytucjami publicznymi.
W ramach budżetu obywatelskiego na 2026 r. pojawił się projekt „Wrotkowisko w Parku Bródnowskim” o wartości 633 600 zł. Zakłada on budowę obiektu o wymiarach 20 × 40 m (lub mniejszych – 15 × 30 m) z nawierzchnią z gładko szlifowanego betonu, osłoniętego konstrukcją przypominającą żagiel. Na pierwszy rzut oka mogłoby to wyglądać efektownie – betonowy „żaglowiec” sunący wśród zieleni.
A na poważnie, Park Bródnowski powinien pozostać strefą wolną od inwestycji, które ograniczają tereny zieleni i naruszają naturalny charakter tego miejsca. Pomysł wrotkowiska jest interesujący, ale jego lokalizacja w parku budzi zdecydowany sprzeciw – chyba, że urząd zdecyduje się przenieść je w miejsce betonowego placu manewrowego, który powstał podczas „modernizacji” parku.
Mieszkańcy, biorąc udział w konsultacjach społecznych, wyrazili jednoznaczną opinię: nie oczekują rewolucyjnych zmian, a jedynie modernizację drobnej infrastruktury, poprawę alejek oraz dosadzenie nowych drzew i roślin. W zamian otrzymali drogę pożarową, betonowy plac manewrowy oraz pawilon, w którym prawdopodobnie będą płatne toalety. I będzie punkt sprzedaży alkoholu – co jest sprzeczne z oczekiwaniami mieszkańców.
Warto przypomnieć, że urząd już wcześniej forsował pomysł budowy rolkowiska w środku parku, jednak protesty mieszkańców skłoniły go do wycofania się z tego rozwiązania.
Oczekujemy teraz jasnej decyzji o wyłączeniu terenu Parku Bródnowskiego z wszelkich projektów inwestycyjnych, które mogłyby zaburzyć jego unikalny charakter.
Na naszym niedzielnym spotkaniu z mieszkańcami (dziękujemy wszystkim za przybycie) zrodził się wielki pomysł-marzenie, który godzi dwie wielkie potrzeby społeczne.
Jedną lokalną, związaną z brakiem miejsc parkingowych. Drugą powszechną, związaną z naszym bezpieczeństwem.
Co byście powiedzieli na wielki projekt, który polegałby na budowie wielopoziomowych parkingów wraz z funkcją schronu?
Wiemy oczywiście, że to gigantyczne przedsięwzięcie. Wiemy, że będzie potrzebna pomoc i aktywność strony rządowej.
Jesteśmy jednak pewni, że te inwestycje należą się nam i nie można na nich oszczędzać. Jak wiemy problem braku schronów jest palącym problemem i efektem zaniedbań wielu rządów. Jeśli rząd śpi w tej sprawie, to muszą działać obywatele. Powstanie takich schronów leży po prostu w naszym interesie. Sytuacja geopolityczna jest niestabilna i należy przygotowywać się na najgorsze.
Odnośnie konkretnych miejsc na schrony, to skupmy się na razie na Bródnie, gdzie jest sporo parkingów naziemnych, którymi włada Spółdzielnia Mieszkaniowa „Bródno” (teren należy do miasta). Nic chyba nie stoi na przeszkodzie, aby w miejsce dotychczasowych naziemnych parkingów powstały wielopoziomowe z funkcją schronu.
Wracamy do tematu rad osiedli na Targówku. Niestety, ale osiedla Bródno, Bródno Podgrodzie i Targówek Mieszkaniowy nadal ich nie posiadają, a to ważne miejsce dialogu społecznego i aktywizacji mieszkańców.
Dziś złożyliśmy petycję w tej sprawie w Urzędzie Dzielnicy Targówek.
Rady osiedla są najniższym szczeblem samorządu terytorialnego, posiadającym funkcje jedynie opiniodawczą, ale ich istnienie pozwala mieszkańcom zabierać głos w ważnych dla nich sprawach. Istnienie rady na danym terenie świadczy o wysokim poziomie demokracji i partycypacji obywateli w życiu społecznym. Na Targówku istnieją dwie rady osiedli – na Zaciszu i Targówku Fabrycznym.
Kilka lat temu powstała wśród mieszkańców inicjatywa powołania takiej rady. Zebrano wymaganą ilość podpisów i Rada Dzielnicy Targówek m.st. Warszawy dnia 24 maja 2017 r. podjęła uchwałę o powołaniu rady oraz przyjęła nawet jej statut.
Spotkanie wyborcze, które odbyło się 27.10.2017 r. w Urzędzie Dzielnicy Targówek okazało się kompletną porażką – nikt nie rejestrował głosujących i nie sprawdzał, skąd są.
W 2019 r. napisaliśmy list otwarty do władz dzielnicy:
„Jako mieszkańcy Bródna pragniemy wyrazić nasze zaniepokojenie i niezgodę na przeciągający się proces powoływania Rady Osiedla Bródno. Wybory do Rady Osiedla zaplanowano na 26 października 2017 r., ale w atmosferze zamętu i chaosu spowodowanego brakiem jakiejkolwiek kontroli nad trybem ich przeprowadzenia zostały przerwane. Należy dodać, iż bardzo dobrze, że tak się stało, gdyż w innym przypadku Rada zostałaby przejęta przez licznie zgromadzonych przedstawicieli Spółdzielni Mieszkaniowej Bródno, która od lat współrządzi Dzielnicą Targówek. Jako aktywni mieszkańcy, zainteresowani życiem publicznym i jakością sprawowania władzy uważamy, iż tylko przeprowadzenie obiektywnych wyborów, poprzedzonych kampanią informacyjną na szeroką skalę pozwoli wyłonić rzeczywistych przedstawicieli mieszkańców, a nie osoby reprezentujące określone grupy interesów, które stopniowo zawłaszczają sferę publiczną na Targówku”.
List został bez odpowiedzi, a czas mijał. Nagle na Komisji Bezpieczeństwa, Zdrowia i Inicjatyw Lokalnych Rady Dzielnicy Targówek 13.11.2020 r. wprowadzono punkt: Projekt uchwały w sprawie likwidacji jednostki pomocniczej niższego rzędu Osiedla „Bródno i Bródno-Podgrodzie” na terenie dzielnicy Targówek m.st. Warszawy.
Informacja nie zdążyła jeszcze na dobre dotrzeć do mieszkańców, gdy na sesji zdalnej 17.11.2020 r. głosami Platformy Obywatelskiej i Spółdzielni Mieszkaniowej Bródno ostatecznie pogrzebano inicjatywę powołania rady osiedla Bródno.
Nie tak powinna wyglądać nasza lokalna wspólnota.
Czekamy teraz na decyzję władz, aby takie rady osiedli powołać.
Raport „Park Bródnowski. Raport ze spaceru”, przygotowany przez Ludwikę Ignatowicz i opublikowany 29 października 2024 r., skupia się przede wszystkim na przedstawieniu przebiegu spaceru i oddaniu głosu mieszkańcom, co czyni go bardziej sprawozdaniem niż obiektywnym raportem dla władz dzielnicy Targówek. Raport bowiem zakłada rzeczowe podejście do zagadnienia, ukazujące kluczowe punkty sporne i argumenty. Tego jednak w raporcie brakuje, gdyż spacer nie był miejscem na takie dyskusje.
Sześć lat bez dialogu z mieszkańcami
Sprawozdanie trafnie przypomina, że było to pierwsze od sześciu lat bezpośrednie spotkanie mieszkańców z władzami dzielnicy. Przez te sześć lat brakowało dialogu w sprawie Parku Bródnowskiego. Po protestach, strajkach i licznych petycjach, które podpisało więcej osób niż brało udział w konsultacjach społecznych dotyczących parku, mieszkańców nazywano „grupką krzykaczy”. Spotkanie było krokiem naprzód, choć trudno uwierzyć, że jeden spacer może naprawić te negatywne doświadczenia. Docenić należy jednak otwartość wiceburmistrzyni Katarzyny Górskiej-Manczenko, która wzięła udział w spotkaniu. Spacer to mały krok w dobrą stronę i wstęp do dalszej rozmowy.
Mieszkańcy zbierają podpisy pod petycją, 2018 r.
Podsumowanie raportu nie ma jednak charakteru wiążącego, ponieważ podczas spotkania nie było czasu na rzeczowe przedstawienie argumentów oraz dokumentacji posiadanej przez mieszkańców, którzy od lat walczą o park.
Zdaniem aktywnych mieszkańców cała modernizacja parku była od początku zaplanowana jako urbanizacja i częściowa zabudowa – od niepotrzebnej ich zdaniem drogi pożarowej, przez duży, wybetonowany plac wokół pawilonu, aż po absurdalny plac manewrowy. Warto również wspomnieć o arbitralnej decyzji o wybetonowaniu dużego oczka wodnego zamiast jego renaturyzacji, co mogłoby sprawić, że wyglądałoby ono równie pięknie jak na Polu Mokotowskim.
Należy pochwalić prowadzącą spotkanie za dobrą organizację spaceru, słuchanie głosów mieszkańców i umożliwienie im swobodnej wypowiedzi. To godne pochwały i cenne jako lekcja dialogu dla obecnych na spotkaniu władz i urzędników.
Jednak prowadząca spotkanie nie była wcześniej zaznajomiona z problemami związanymi z parkiem. Z jednej strony zapewniało to bezstronność, ale z drugiej nie pozwoliło na podkreślenie najważniejszych dla mieszkańców kwestii.
Urząd kluczy w sprawie drogi pożarowej i placu manewrowego
Najbardziej wrażliwym tematem była sprawa pawilonu, który jest za duży i otoczony wybetonowaną przestrzenią. Największy problem stanowi brak pewności, czy toalety w pawilonie będą bezpłatne, ponieważ zależy to od decyzji najemcy. Pierwotnym celem budowy ogromnego pawilonu w centralnej części parku był powszechny dostęp mieszkańców do bezpłatnych toalet. Dodatkowo, w przetargu zezwolono na sprzedaż alkoholu, mimo że tylko jedna osoba poruszyła tę kwestię podczas konsultacji społecznych. W czasie spaceru wszyscy uczestnicy byli przeciwni sprzedaży alkoholu. Urząd powinien wyjaśnić tę sytuację i zadbać, aby w pawilonie nie prowadzono sprzedaży alkoholu. Nie ma również pewności, czy pompa ciepła zamontowana w pawilonie jest ekologiczna, ponieważ nie przedstawiono żadnych ekspertyz na ten temat.
Sprawą, która wzbudzała największe kontrowersje, była droga pożarowa. Zdaniem mieszkańców, nie była ona potrzebna, a oni sami mieli dowody i dokumenty na poparcie tej tezy, które jednak nie zostały przedstawione podczas spotkania. Wymaga to wyjaśnienia, a mieszkańcy chcą wiedzieć, czy istnieją przepisy nakładające obowiązek budowy drogi pożarowej w parku. Kontrowersje wzbudził również plac manewrowy, zaplanowany na końcu drogi pożarowej jako miejsce do zawracania ciężkiego sprzętu, co mieszkańcy uznają za absurdalne.
Cieszą deklaracje wiceburmistrzyni Katarzyny Górskiej-Manczenko, że nie ma obecnie planów budowy drugiego pawilonu. Mieszkańcy będą dążyć do jego wykreślenia z miejscowego planu zagospodarowania. Pozytywnie odbierana jest także zgoda wiceburmistrzyni na stwierdzenie jednego z uczestników, że park nie „pomieści” żadnych nowych inwestycji poza projektami miękkimi, jak pchli targ, kino plenerowe czy koncerty. Z satysfakcją przyjęto również rozpoczęcie dyskusji o renaturyzacji małego oczka wodnego.
Podsumowując, mieszkańcy zgadzają się, że potrzebny jest regulamin Parku Bródnowskiego, który m.in. ureguluje kwestię grillowania w parku, oraz monitoring, którego brak uwidoczniła dewastacja rzeźby Jensa Haaniga „Bródno”.
Brak koncepcji przyrodniczej
Jednak w sprawozdaniu nie wybrzmiał kluczowy problem modernizacji parku, jakim jest brak kompleksowej, przyrodniczej wizji jego rozwoju na kolejne dekady. Bez takiej wizji wszelkie nasadzenia są doraźne i często mają charakter wizerunkowy, a nie zaplanowany z myślą o przyszłości. Przykładem jest problem nasadzeń przy pergolach, które są zbyt małe i nie mają odpowiedniego wsparcia do wzrostu. To drobny przykład ogólnego braku gospodarczego podejścia do parku, gdzie priorytetem powinno być utrzymanie zieleni.
Na zakończenie, mieszkańcy chcą być informowani o planach modernizacji parku dużo wcześniej, aby uniknąć powtórzenia błędów, jak droga pożarowa, plac manewrowy i betonowanie wokół pawilonu.
Zielony stół w sprawie Parku Bródnowskiego
Proponujemy powołanie inicjatywy o nazwie „Zielony stół w sprawie Parku Bródnowskiego”, w której zasiedliby mieszkańcy oraz władze dzielnicy. Każda ze stron byłaby reprezentowana przez sześć osób.
Konsultacje społeczne przeprowadzone w grudniu 2018 r. straciły na aktualności z powodu słabej polityki informacyjnej urzędu oraz niskiego udziału mieszkańców. Pandemia pokazała, jak bezcenne są dla mieszkańców tereny przyrodnicze, co wymaga otwarcia prawdziwego dialogu na temat parku i dalszych losów jego modernizacji.
Prawdopodobnie w nocy 26 października 2024 r. doszło do dewastacji jednej z rzeźb w Parku Bródnowskim. Chodzi o rzeźbę “Bródno” Jensa Haaninga, która została pomalowana w barwy jednego z warszawskich klubów piłkarskich.
Nie ma żadnego usprawiedliwienia dlatego typu działań, żadna miłość do jakiegokolwiek klubu nie może być wytłumaczeniem dla niszczenia mienia, a w tym przypadku dzieł sztuki nowoczesnej. Niestety sprawców będzie trudno znaleźć, w parku nie ma bowiem monitoringu.
Koszty oczyszczenia rzeźby z farby poniesiemy my wszyscy jako podatnicy. Miejmy nadzieję, z tego fatalnego wydarzenia zrodzi się coś dobrego w postaci radykalnego przyspieszenia montażu w parku monitoringu, a także przygotowania regulaminu dla naszego parku.
Wykonana z cegieł i cementu praca duńskiego artysty odnosi się z jednej strony do historii dawnych domów i gmachów publicznych budowanych z cegieł (architektury przemysłowej), a z drugiej – do wspólnej pracy i wysiłku włożonego w powojenną odbudowę Warszawy. Forma rzeźby może również przywoływać na myśl wczesną grafikę komputerową i gry z przełomu lat 80. i 90. Monumentalny napis budzi oczywiste skojarzenie z kultowym znakiem „Hollywood”. Jednocześnie stał się rozpoznawalnym symbolem dzielnicy, który wzmacnia poczucie przynależności do miejsca i lokalnej wspólnoty.
Uformowane z czerwonych cegieł ponad trzymetrowe litery tworzą szeroką na szesnaście metrów dominantę przestrzenną. Ich skala jest dodatkowo podkreślona przez miejsce ekspozycji – rzeźba znajduje się na parkowym wzniesieniu, dzięki czemu jest widoczna z dużej odległości. Spacerowicze dotykają murowanych liter i robią sobie przy nich zdjęcia. Ceglana powierzchnia wykorzystywana jest także jako rodzaj bródnowskiego pamiętnika: pojawiają się na niej napisy, w tym inicjały odwiedzających, a także wyznania miłosne.
Za rozpoznawalnym dla okolicy znakiem stoi duński artysta Jens Haaning, który zajmuje się tematyką tożsamości narodowej, imigracji, rasizmu, asymilacji i relacjami między językiem a polityką. Ważne w jego twórczości jest dokładne poznanie miejsca, w którym tworzy i wpisanie pracy w lokalny kontekst. Napis ma w założeniu wchodzić w relacje i być otwarty na odczytania mieszkańców i mieszkanek osiedla oraz przyjezdnych. Ale dla artysty stanowi również dzieło osobiste. Z jednej strony jest inspirowane jego wielokrotnymi podróżami do Polski, z drugiej zaś nawiązuje do budownictwa masowego w Danii.
Spacer po Parku Bródnowskim zorganizowany przez Zarząd Dzielnicy Targówek skończył się po trzech i pół godzinach, choć miał trwać dwie. Trudno jest sześć lat braku dialogu zamknąć w zaledwie dwie godziny. Po raz pierwszy władze dzielnicy w końcu wychodzą do mieszkańców i chcą z nimi rozmawiać. Przypomnijmy, że protesty wobec planów zmian w parku rozpoczęły się 6 lat temu.
Mieszkańcy wówczas bardzo mocno zaprotestowali wobec planów, które ich zdaniem niszczyły całkowicie park i od tego czasu właściwie nie było żadnej rozmowy, dialogu, woli porozumienia. Urząd brnął w swoje plany: budowę pawilonów, drogi pożarowej, placu manewrowego, nowej drogi od ulicy Chodeckiej. Dziś było więc bardzo dużo tematów do rozmów.
Czego dotyczyły główne kontrowersje?
Jeżeli chodzi o pawilon, to większość mieszkańców jest zdania, że był on potrzebny, ale warunek jest taki, że mają być tam ogólnodostępne i bezpłatne toalety. W obecnym przetargu zorganizowanym przez urząd dzielnicy o tym czy toalety będą bezpłatne zdecyduje najemca. Mieszkańcy są też przeciwni sprzedaży alkoholu w pawilonie. Wokół jest bardzo dużo punktów ze sprzedażą alkoholu. Wiemy, że Warszawa ma wprowadzić ograniczenie sprzedaży alkoholu po godzinie 22:00, więc tworzenie takiego punktu w parku mija się z celem.
Mieszkańcy wyrażali też uwagi co do wątpliwej estetyki pawilonu. Władze uspokajają, że będzie on wyłożony imitującymi drewno panelami i pomalowany. Nikt nie wyjaśnił nam, dlaczego wokół tego pawilonu panuje taka betonoza, dlaczego wyłożono cały olbrzymi obszar kostką.
Potem przeszliśmy na słynny plac manewrowy, którego istnieniu w planach władze dzielnicy przez kilka lat zaprzeczały. Ma tu zawracać ciężki sprzęt. I tutaj rozpętała się burza.
Urzędnicy idą w zaparte mówiąc, że taka droga pożarowa jest konieczna. Natomiast z dokumentów, które przedstawili mieszkańcy: pism od straży pożarnej i zarządu zieleni wynika, że taka droga w parku jest niepotrzebna. A więc na darmo wybudowano tę drogę pożarową i plac manewrowy. I teraz trwają dywagacje jak ten nieszczęsny plac manewrowy wykorzystać, czy robić tam potańcówki dla seniorów czy pchli targ czy przeznaczyć to miejsce do malowania kredą przez dzieci. Chyba nie po to powstał ten plac manewrowy… ale niestety, mleko już się rozlało.
Liczne kontrowersje dotyczyły też zbiornika wodnego. Mieszkańcy podkreślali, że woda w nim jest brudna. Wiele uwag padło odnośnie tego, dlaczego nie poddano tego zbiornika renaturyzacji. Okazuje się, że władze dzielnicy w zimie chciały tam organizować lodowisko, które jest finansowane – przypomnijmy – z Budżetu Obywatelskiego. Koszty utrzymania takiego lodowiska to około milion złotych rocznie. Skoro władze chciały lodowiska, no to rzeczywiście muszą je rozstawić na betonie. I wtedy betonowanie tego oczka wodnego ma sens, ale pytanie pozostaje takie, czy to lodowisko rzeczywiście było warte tych wielu milionów wydanych na stworzenie nowego betonowego zbiornika i czy te koszty roczne są rzeczywiście warte tego, żeby to lodowisko utrzymywać? Głosy są podzielone.
Bardzo mocno wybrzmiał wśród mieszkańców temat miejsc do grillowania. Większość uznaje, że miejsce to jest uciążliwe dla innych. Zdarzają się tam osoby pijące alkohol, zachowujące się agresywnie. Stwierdzono, że wyjściem z tej sytuacji może być monitoring, ale przede wszystkim regulamin parku.
I to się wydaje sprawą fundamentalną, co do której zgadzają się wszyscy i władze i mieszkańcy.
Czekamy na regulamin!
Czekamy też na raport, który będzie sporządzony z tego spotkania. Liczymy na to, że będzie naprawdę dobrze odzwierciedlał opinie i zdanie mieszkańców dotyczące parku.
Dziękujemy pani zastępczyni burmistrza Katarzynie Górskiej-Manczenko za zorganizowanie tego spotkania i rzeczową rozmowę z mieszkańcami.
Ufamy, że będzie to początek dalszego dialogu.
Mottem tego spotkania będą dla nas słowa jednego z sąsiadów: „Zostawcie już ten park, on już w sobie nic więcej nie pomieści”.